Rekrutacja 2019/2020

 

Nareszcie nadszedł czas wakacji ku uciesze uczniów i nauczycieli. Dla tych z nas, którzy udadzą się na wakacje za granicę będzie to próba sił w języku obcym. Mimo, że wyjazdy wakacyjne odbywają się przede wszystkim do naszych zachodnich i południowych sąsiadów (kraje: Niemcy, Czechy, Słowacja, Włochy i Francja), językiem najczęściej używanym w komunikacji za granicą jest niezmiennie od 2009 roku język angielski (wyprzedził w tym wyścigu języki: niemiecki i rosyjski, cyt. CBOS). Skoro język angielski tak bardzo przypadł nam do gustu, że preferujemy go nie tylko w komunikacji w pracy z obcokrajowcami, ale również podczas wyjazdów – warto przyjrzeć się powszechnym błędom, które popełniamy wtedy, gdy stosujemy bezpośrednie kalki językowe: z polskiego na angielski.

I tak na przykład - w ramach podziękowań za przysługę nie bądźmy zdziwieni, gdy nasz rozmówca wbije w nas wzrok pełen niezrozumienia, gdyż nasze powszechne „dziękuję z góry” to po angielsku dosłownie „thank you from the mountain”. Musimy być przygotowani na konsternację rozmówcy w stylu: „Mamy tutaj same płaskie tereny, więc będzie ciężko znaleźć tę górę dla Pana”.

Co w zamian? “ thank you” lub “thank you so much!” (dziękuję/dziękuję bardzo)

Stojąc w kolejce na zjazd w parku rozrywki słyszymy: „Who’s next?” (tłum. Kto następny?) chcemy zapewne krzyknąć: „Rail on me!” (tłum. Kolej na mnie!). Wtedy zamiast zjechać jako pierwsi możemy zostać przywiązani do torów – z założeniem, że się zwyczajnie zgłosiliśmy na ochotnika.

Podobnie, gdy w takiej sytuacji chcemy wskazać swoje pierwszeństwo mówiąc: „I’m first from the shore” („Jestem pierwszy z brzegu”) – rozmówca zapewne będzie się rozglądał wokół nas zastanawiając się o jaki w końcu brzeg nam chodzi? (Shore – tłum. brzeg morza lub jeziora).

Co w zamian? „My turn” (moja kolej)

Przyjrzyjmy się następującej konwersacji w biurze podróży:

My (wiecznie niezadowolony klient): Please, don’t turn my guitar and put coffee on the table! (tłum. Proszę nie zawracać mi gitary, tylko wyłożyć kawę na ławę!)

Obsługa: We don’t have your guitar, Sir… And coffee is not for free! (tłum. Nie mamy pańskiej gitary… A kawa nie jest za darmo.)

My (jeszcze bardziej niezadowolony klient): I don’t tower you! You must step on my hand! (tłum. Nie wierzę wam! Musicie mi pójść na rękę!)

Obsługa (nieco przerażona): We ain’t gonna step on you, Sir! This is beyond our services. (tłum. Nie będziemy Pana deptali! To wychodzi poza zakres naszych usług.)

My (klient na skraju wyczerpania nerwowego): You must do it without corpse! The customer first! (tłum. Musicie to zrobić bez zwłoki. Klient jest najważniejszy!)

Obsługa (w końcu przekonana): Then, where should we hide your corpse? (Więc, gdzie mamy ukryć te pańskie zwłoki? Well, if you insist. We’ll try… (tłum. No dobra, skoro Pan nalega. Postaramy się.)

My (klient pełen nadziei): Do it now! Time is swimming… And I can see the light at the end of the tunnel. (tłum. Zróbcie to teraz. Czas płynie… A ja już widzę światełko w tunelu.)

Obsługa: Not yet, wait, please! We have to get the pro. (tłum. Jeszcze nie teraz, musimy zaczekać na profesjonalistę.)

Czy po takiej konwersacji możemy dziwić się, że turysta zaginął w akcji?

Can I animal to you? – Czy mogę się Wam zwierzyć? Myślę, że ważne jest by próbować konwersacji w języku angielskim, wykorzystywać każdą nadarzającą się ku temu okazję. Jak nam język nie pomoże, to pomoże może gest, a jak gest też nie pomoże, to pomoże może kupa śmiechu. Ale pamiętajmy tylko, by „kupy śmiechu” również nie tłumaczyć dosłownie :)

P. Ożarowska